---

indianie.org - wioska indiańska Jurowce, Białystok

---
header_wioska

A+ R A-

Legendy

Email Drukuj
LEGENDA O SIEDMIU BIZONACH
Zanim rozpoczął się święty szałas potu w narodzie Apsaalooka cofnijmy się w czasie do starodawnej legendy. Ta opowieść przedstawia Siedem Bizonów, których imiona brzmiały:
1. Bull that Crosses from Opposite River Bank (Byk Przechodzący na Drugi Brzeg Rzeki) 2. Many Matted Fur (Wiele Matowych Futer) 3. Fearless Bull (Nieustraszony Byk) 4. Crazy Bull (Szalony Byk) 5. Buffalo Bull (Byk Bizon) 6. Bull witch Forward Protruding Horns (Byk ze Sterczącym Prosto Rogiem) 7. Young White Buffalo Bull (Młody, Biały Bizon Byk)
Bizon ma wiele symboli w kulturze Wron. Pochodzi z prehistorycznych czasów, co jest udokumentowane przez piktogramy (symboliczne rysunki wykonywane na różnych materiałach), petroglify (rysunki wyrzeźbione w skale lub pisane z hieroglifami), znajdujące się w kanionie Big Horn, Pryor oraz w górach Bear Tooth w obecnym stanie Montana i Wyoming oraz w licznych innych miejscach.
Teton Jack Cave znad Sage Creek w rezerwacie Wron posiada piktogram bizona na kamieniu będący również petroglifem. W czasach kiedy ten petroglif był wykonany i w późniejszych wiekach amerykański bizon był ostoją dla tubylczych mieszkańców.
Miejsca polowań na bizony odzwierciedlają dawne zajęcie tubylczych mieszkańców. Przedstawiają oryginalny sposób zdobywania zapasów, które w zupełności wystarczały dla całego plemienia.
Spośród wielu ceremonii szałas potu jest najbardziej święty. Nigdy nie wolno było z niego szydzić, czy znieważać. Traktowano go z wielkim szacunkiem za to, że potrafił wiązać drogę życia z harmonią panującą w naturze. Legenda o Siedmiu Bizonach była opowiadana przez starszyznę plemienną każdemu nowemu pokoleniu. To pierwsza opowieść w świętym szałasie potu. Miało to miejsce kiedy Apsaalooka byli jeszcze nomadami, podróżując z jednego miejsca polowania na inne, zgodnie z porami roku, tak samo jak robią to dziś ludy z Północy wyruszając na Południe podczas zimy, czy mroźnej pogody.
Jak mówi opowieść, żył kiedyś na ziemi Apsaalooka gigantyczny byk, który miał połączone kości. Był wrogo nastawiony do wszystkiego dookoła. Ten bizon miał wszystkie kości zrośnięte ze sobą. Wydawało się niemożliwe, że można go zniszczyć. Jako, że był on przyczyną wielu problemów inne bizony stwierdziły, że musza pokonać wroga. Jednak pomimo wielu prób nikomu nie udało się zabić byka z połączonymi kośćmi. Tak więc siedem bizonów postanowiło znaleźć sposób na zniszczenie Byka z Połączonymi Kośćmi - jak go nazwali. Chciały pozbyć się zła, które powodowało tyle nieszczęścia pośród mieszkańców tej ziemi, aby wszystkim dookoła żyło się lepiej. Tak więc zebrały się razem i wyruszyły do miejsca, gdzie żył Byk z Połączonymi Kośćmi. Nie pozwalał on podchodzić blisko mimo, że ten ląd należał do wszystkich..
Kiedy siedem bizonów przybyło na te zielone ziemie, a Byk był zajęty pasieniem się, cała drużyna, wszyscy złączeni jednym celem natarły na niego w niespodziewanym ataku. Byk z Połączonymi Kośćmi był tak bardzo zaskoczony, że nie namyślając się zaczął uciekać co sił w nogach. Nagłe pojawienie się siedmiu bizonów w chmurze pyłu było ponad jego siły. Bizonom udało się przepędzić go pomimo, że był wielki i dziki.
Nieszczęśliwie w potyczce tej został ranny jeden z siedmiu bizonów. Jego lewa noga została złamana w czasie ataku. Tak więc pozostałe sześć bizonów sformowało naturalny szałas potu, aby pomóc zranionemu bizonowi, ustawiając się po trzech z każdej strony. Kiedy temperatura zaczęła podnosić się sześć bizonów wezwało naturalne siły aby wyleczyły ich kompana.
Tymczasem gorąco stawało się coraz większe. Powstająca para wodna oczyszczała ich wewnętrznie i zewnętrznie. I wkrótce byk ze złamaną nogą został wyleczony przez Pierwszego Robotnika, który oparł się na współdziałaniu i wspólnej pomocy pozostałych bizonów. W krótkim czasie zraniony bizon wstał i chodził nawet nie powłócząc nogą. Tym sposobem szałas potu stał się symbolem najwyższej mocy przewyższającej wszystko co śmiertelne.
Oto w jaki sposób święta ceremonia szałasu potu, zapoczątkowana tą legendą przedstawia najwyższą prawdę, że kiedy człowiek współpracuje z naturą zdarzają się dobre rzeczy. Święty szałas potu przynosi uniesienie duchowe, jak również dobre zdrowie co ma ogromne praktyczne znaczenie. Szałasu potu, nie tylko oczyszcza umysł, duch i ciało ale tez jest miejscem gdzie wyraża się różne pragnienia, prośby o zdrowie, indywidualne błogosławieństwa dla swojej rodziny i przyjaciół. Jest sposobem uwolnienia się ze złych rzeczy. Ta rozwijająca legenda ukazuje potęgę zdrowia czerpaną z natury i metafizycznego świata jako że szałas pary jest jej ważną częścią. W języku Apsaalooka szałas potu nazywa się Baaxpée.

LEGENDA O BLIŹNIĘTACH
Bliźnięta o imionach Thrown into the Spring (Rzucony do Strumienia) i Thrown Behind the Tipi Lining (Rzucony za Ściankę Tipi) straciły swoją matkę w dniu urodzin. A było to tak. Tego szczególnego dnia ojciec wyruszył na polowanie. W tym czasie zdradliwa kobieta o imieniu Red Woman (Czerwona Kobieta) odwiedziła jego żonę, która byłą brzemienna. Jak podaje legenda gospodyni zaoferowała coś do jedzenia. Po zjedzeniu posiłku Red Woman spytała matkę bliźniaków czy może odpocząć. Ta zgodziła się. Chwilę później zdradliwa kobieta porwała rozgrzany kamień z ogniska i zabiła nim matkę bliźniaków. Następnie rozcięła brzuch matki nożem i wrzuciła jedno dziecko do pobliskiego strumienia, a drugie za ściankę w tipi.
Kiedy powrócił z polowania ojciec bliźniaków, odkrył ku swemu przerażeniu, że jego żona nie żyje, a za ścianką jest niemowlę. Chociaż mężczyzna był zrozpaczony wziął malutkie dziecko w ramiona i zaopiekował się nim. Odtąd żyli razem. Z czasem chłopak dorastał.
Pewnego dnia kiedy chłopiec był już na tyle dorosły aby wyruszyć na wyprawę ojciec dał mu mały łuk i strzały. Kiedy chwile później ojciec powrócił do tipi z drewnem na opał Thrown Behind the Tipi Lining poprosił go o jeszcze jeden łuk i strzały do zabawy z przyjacielem, którego stworzył w swojej wyobraźni podczas samotnych zabaw. Chociaż ojciec podejrzewał, że chodzi o prawdziwego chłopca spełnił życzenie syna i wkrótce powstał drugi łuk i strzały.
Pewnego razu kiedy ojciec powrócił niespodziewanie zastał dwóch chłopców bawiących się. Jego drugi syn był podobny do potwora, miał ostre jak kły zęby podobne do stworzeń przystosowanych do życia w wodzie. Ojciec bliźniaków postanowił zabrać nowo znalezionego syna do szałasu potu. Jak tylko to powiedział o tym Thrown Behind the Tipi Lining chłopcy zaczęli się kłócić i chwile później tarzali się po ziemi walcząc ze sobą. Ojciec skrępował chłopca i zaciągnął go do szałasu potu, gdzie wrzucił do dołu rozgrzane kamienie. Ojciec rozpoczął rytualne modlitwy i zły duch opuścił Thrown into the Spring. Znów stał się normalny. Od tego czasu obaj bracia wędrowali razem czyniąc dobre rzeczy i uwalniając wszystko od zła.
Pewnego dnia postanowili przywołać swoją matkę do życia. Aby to zrealizować musieli zabić zdradliwą Red Woman. Tak więc chłopcy zabrali łuki zrobione przez ojca i wyruszyli na wyprawę w poszukiwaniu kobiety. W końcu znaleźli ją w górach i zabili. Tuż przed śmiercią kobieta wzniosła ręce do góry i błagała o litość ale oni zabili ją. Do dziś na niebie jest konstelacja gwiazd przypominająca wzniesione ręce Red Woman. A ziemia w miejscu gdzie zaczynają się góry jest czerwona od jej krwi.
Kiedy Red Woman zginęła matka bliźniaków ożyła i powróciła z synami do tipi. Wkrótce gotowała posiłki jak robiła to dawniej. Kiedy to się stało ojciec był na polowaniu. Kiedy wracał będąc już niedaleko od wioski poczuł delikatny zapach gotowanego mięsa na ogniu i z wzruszeniem wspominał czasy kiedy żona przyrządzała posiłki zanim zginęła. Przyśpieszył kroku i wkrótce był przed drzwiami do tipi. Kiedy wszedł uściskał żonę i wielkie było szczęście w tipi we wszystkich czterech sercach jego mieszkańców. To było radosne zjednoczenie dla wszystkich, że zostali uwolnieni od złego ducha nikczemnej Red Woman i odzyskali swoich ukochanych.

LEGENDA O SIEDMIU BARANACH
Historia Big Metal (Wielki Metal) znad rzeki Big Horn (Wielkorożca) jest najbardziej świętą z opowieści Apsaalooka, opowiada o ojczymie, który zabrał pasierba na polowanie. Kiedy oddalili się od wioski mężczyzna powiedział chłopcu aby spojrzał w dół z krawędzi klifu. Bez zastanowienia chłopiec usłuchał ojczyma i wówczas ten pchnął go w przepaść i szybko wrócił do domu. Kiedy żona spytała gdzie jest chłopiec, skłamał. Powiedział, że chłopiec zgubił się i nie mógł go znaleźć.
Kiedy chłopiec spadał w przepaść zawiesił się na gałęzi drzewa cedrowego, które rosło na klifie. Był całkowicie sam więc zaczął płakać. Wkrótce górskie owce o wielkich rogach usłyszały jego szlochanie i przybyły nad klif. Wspólnie wyciągnęły chłopca i zaniosły z powrotem na szczyt góry kładąc go bezpiecznie na ziemi. W czasie wspólnej podróży do wioski, gdzie mieszkał chłopiec, każda owca z kolei uczyła chłopca różnych rzeczy. I zanim się rozstali Big Metal nadał chłopcu imię. Do dzisiejszego dnia rzeka Big Horn i góry Big Horn podtrzymują w pamięci opowieść wielkorogiego barana, jako legendę Apsaalooka. I odkąd historia ta stała się legendą nigdy nie zostały zmienione nazwy wyznaczające granicę ziem wywodzące się z nazwy Big Horn. Do dzisiejszego dnia zachowały się stare nazwy gwarantujące, że ziemia ta należy do narodu Wron.
Imiona górskich owiec i siedmiu baranów- przewodników, którzy uratowali chłopca były następujące:
1. Big Metal, Chief of Big Horn Rams (Wielki Metal, Wódz Wielkorogich Baranów)
2. Big Horn Sheep Woman (Kobieta - Wielkoroga Owca)
3. Big Horn Sheep (Wielkoroga Owca)
4. Big Horn Ram (Wielkorogi Baran)
5. Aged or White Horned Ram [White Face] - (Sędziwy lub Baran Białorogi [Biała Twarz)
6. Sure Footed Ram That Never Slips (Pewnie Stąpający Baran, Który Nigdy Nie Śpi)
7. Ram With Couped Hooves (Baran Z Mistrzowskimi Kopytami)
8. Runs On Side of Sheep Slopes (Biegnący Ślizgiem Po Owczym Stoku)
9. Ram Sit Down (Baran Który Usiadł)
4. Kojot stwarza świat

Dawno temu wszędzie była woda. Stary Człowiek Kojot rozejrzał się i powiedział: "Hej, potrzebujemy trochę lądu". Otrzymał taki dar od Wielkiego Ducha, że mógł rozkazywać wszystkim zwierzętom, które nazwano Klan Bez Ognia, więc wezwał cztery kaczki, żeby pomogły mu znaleźć ziemię. Każdej kaczce kazał zanurkować pod wodę i znaleźć trochę mułu. Pierwsze trzy wróciły z niczym, ale czwarta kaczka, ponieważ cztery to liczba święta, przyniosła trochę mułu z dna.
- Świetnie - powiedział Stary Człowiek Kojot. - Teraz zrobię trochę lądu.
Zrobił góry i rzeki, prerie i pustynie, rośliny i zwierzęta. Potem powiedział:
- Teraz chyba zrobię trochę ludzi, żeby ktoś opowiadał historie o mnie.
Z błota stworzył wysokich i pięknych ludzi. Staremu Człowiekowi Kojotowi bardzo się spodobali.
- Nazwę ich Absarokee, co znaczy "Dzieci Wielkodziobego Ptaka". Pewnego dnia przyjdą tu głupi biali, źle przetłumaczą ich język i nazwą ich Wronami.
- Co oni będą jeść? - zapytała jedna kaczka.
- Nie mają piór ani sierści. Czym oni się okryją? - zapytała druga kaczka.
- Właśnie - dodała trzecia kaczka. - Ładnie wyglądają ale nie wytrzymają na zimnie.
Stary Człowiek Kojot rozmyślał przez chwilę, jak bardzo nie lubi kaczek, potem wziął jeszcze trochę mułu i zrobił dziwne zwierzę z gęstą sierścią i rogami.
- Macie - powiedział. - Oni dostaną wszystko, czego potrzebują, od tego zwierzęcia. Nazwę je bizon.
Czwarta kaczka stała z boku, przyglądała się i paliła papierosa.
- To wielkie zwierzę. Twoi ludzie nie będą mogli go złapać - stwierdziła, wydmuchując długą smugę błękitnego dymu w twarz Starego Człowieka Kojota.
- Okay, więc tutaj jest drugie zwierzę, na którym mogą jeździć żeby złapać bizona.
- A jak je złapią? - zapytała czwarta kaczka.
- Słuchaj kaczko, czy muszę sam wszystko robić? Stworzyłem świat i tych ludzi i dałem im wszystko czego potrzebują, więc odczep się.
- Ale jeśli oni maja wszystko, czego potrzebują, co będą robić? Siedzieć i opowiadać historie o tobie?
- Niezły pomysł.
- Nuda - oświadczyła kaczka.
- Stworzę im mnóstwo wrogów, którzy beznadziejnie przewyższą ich liczebnością. Będą musieli ciągle walczyć i odprawiać wojenne rytuały No i jak?
- Wybija ich do nogi.
- Nie. Zostanę z nimi. Dzieci Wielkodziobego Ptaka będą moimi ulubieńcami, chociaż niektórzy z ich wrogów również mogą opowiadać historie o mnie.
- A co, jeśli zabiją wszystkie bizony?
- Niemożliwe. Za dużo ich jest.
- A jeśli zabiją?
- No, to ludzie będą mieli przesrane. Jestem zmęczony i brudny i zmarzłem od stania w wodzie. Zamierzam wynaleźć łaźnie parową i rozgrzać się.
Tak więc Stary Człowiek Kojot zbudował szałas z wierzbowych gałęzi i skór bizonich. Rozgrzał kamienie na ogniu i wrzucił je do jamy pośrodku szałasu, potem on i kaczki wczołgali się do szałasu i zakryli wejście, aż zrobiło się całkiem ciemno.
- Hej, odłóż tego papierosa! - powiedział Stary Człowiek Kojot do czwartej kaczki.
Kaczka rzuciła papierosa na rozgrzane kamienie i szałas wypełnił się dymem.
- Całkiem nieźle pachnie - powiedział Stary Człowiek Kojot. - Wrzućmy jeszcze inne rzeczy do ognia i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Wrzucił trochę igieł cedrowych, które też ładnie pachniały, potem dodał szałwi i słodkiej trawy.
- Te rzeczy będą również częścią ceremonii oczyszczenia. I trochę wody... potrzebujemy wody, żeby zrobiło się naprawdę gorąco i duszno.
- I naprawdę się oczyścimy? - zapytała trzecia kaczka.
- Właśnie - powiedział Stary Człowiek Kojot. - Najpierw wyleję na kamienie cztery czerpaki wody na cztery strony świata.
- I za cztery kaczki.
- Właśnie - przyznał Stary Człowiek Kojot. - Teraz wyleję siedem czerpaków za siedem gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy. Potem jeszcze dziesięć, bo dziesięć to ładna okrągła liczba.
Podał każdej kaczce wierzbową witkę, żeby wysmagały się po grzbietach.
- Macie użyjcie tego.
- Po co? - zapytała druga kaczka.
- Żeby zmiękczyć... ee... to znaczy... to przyśpiesza pocenie i oczyszcza ciało.
Potem, kiedy kaczki smagały się po grzbietach gałązkami wierzby, Stary Człowiek Kojot powiedział:
- Okay, teraz wyleję na kamienie mnóstwo wody. Nawet nie będę liczył czerpaków, ale naprawdę się rozgrzejemy i oczyścimy. - Potem lał wodę, aż w szałasie zrobiło się tak gorąco, że nie mógł dłużej wytrzymać i wyczołgał się na zewnątrz, a kaczki zostały w środku.
Kojot zanurzył się w rzece dla ochłody, a później zjadł obfity posiłek i położył się, żeby odpocząć.
- To było naprawdę świetne - powiedział do siebie. - Chyba dam szałas potu moim nowym ludziom. To będzie ich kościół i sakrament, i zawsze mogą o mnie myśleć, kiedy tam wejdą. To mój prezent dla nich. Chyba nikt nie musi wiedzieć o kaczkach.
Stary Człowiek Kojot podniósł wierzbową gałązkę i wydłubał spomiędzy zębów resztkę kaczego mięsa.
- Chociaż szałwia nadaje im przyjemny aromat.

Opracowanie Krzysztof Kolba.

Kontakt

Wioska indiańska
Jurowce k/Białegostoku

ok. 4km na trasie do Augustowa

tel. 85 65-22-816

kom. 606-10-12-38

email: info (at) indianie,org